W siedemnastowiecznej Anglii fotel z wysokimi bokami nie był ozdobą, tylko obroną. Skrzydła wyrastające z oparcia osłaniały głowę przed przeciągiem i nadmiarem ciepła z kominka, a przy okazji dawały coś, czego meble wcześniej nie oferowały — poczucie schronienia. Przez trzysta lat ta forma prawie się nie zmieniła. Skrzydła zawsze sterczały w górę, przy głowie, i zawsze odgradzały siedzącego od reszty pokoju.
W mediolańskiej pracowni Patricii Urquioli to samo słowo dostało nowe miejsce. W jej projekcie dla Cassiny skrzydło nie wyrasta przy skroniach — wychodzi z tyłu, owija się wokół pleców i zagina do przodu na wysokości łokci. To, co przez trzy wieki chroniło głowę, tutaj podtrzymuje ramiona. Stąd nazwa: Back-Wing.
To historia fotela, w którym oparcie i podłokietniki to jeden i ten sam element — i który z tego jednego pomysłu zbudował całą rodzinę mebli.

Bestsellery









